...::: Niemożliwe staje się możliwe :::... 2011-11-30 21:15:05

To nie wiarygodne, aż do dziś nie dowierzam. Takie rzeczy mają naprawdę miejsce i to nie żadna fikcja, bajka czy film.

Moja kuzynka ma chore dziecko z wadą serca. W szpitalu w naszym mieście powiedzieli jej, że mała musi zostać operowana jeszcze w tym roku, gdyż czekanie zagraża jej życiu. Jednak oni nie mogą jej operować, bo są dzieci z poważniejszą wadą i musi czekać w kolejce i nie będzie to w tym roku a przyszłym.

Ta informacja była straszna pod każdym względem i ze względu na stan małej kruszynki i ze względu na to, że lekarze nic nie poradzą i każą czekać.

Szczerze mówiąc bardzo dziwiłam się mojej kuzynce, że ona nic z tym nie robi, że właściwie jak głupia będzie czekać i nic....

Ja jakoś nie mogłam siedzieć z założonymi rękami. Mam dziecko i onie walczyłabym jak lwica. Wczułam się w sytuacje – jakby chodziło o moje dziecko i zadzwoniłam do najlepszej kliniki kardiochirurgii w Polsce – przynajmniej dużo osób tak uważa. Dzwoniłam z myślą, żeby dowiedzieć się czy mają termini, jak wygląda rejestracja do kogo można się udać – po prostu dzwoniłam bo szukałam pomocy. Nie wiem jak tam jest wszystko organizowane, że takie proste pytania kończyły się przerzucaniem od jednej pani do drugiej, rozmawiałam chyba z 5 osobami i nic. Myślałam, że nawrzeczę do słuchawki i powiem czy tu ktoś kur... myśli i jest mi wstanie pomóc?! Trafiłam spowrotem do pierwszej Pani – sekretartki – ona oburzona całą sytuacją tym jak potraktowali sprawę w moim rodzinym mieście i tym, że nikt w jej szpitalu nie chce mi poświęcić czas. Wyzywała lekarz jak oni mogli powiedzieć mi że dziecko wymaga operacji a potem nic nie robią w tym kierunku, żeby ją operować tylko inne dzieci mają większe zagrożenia życia to jakie dzieci to muszą być. Ja już byłam zbyt przejęta, żeby pamiętać co ona mówiła. Nagle głos kobiety znikł, pojawił się męski stonowany, lekko zimny. „Muszę zakończyć tą rozmowę, gdyż ona schodzi na złą drogę”. Zdziwiona a zarazem oburzona nawrzeszczałam, że „nie miałam zamiaru rozmawiać z Panem, lecz z Panią i jakim prawem przerwał nam Pan rozmowę”. Mówił, że jest kierownikiem szpitala i przedstawił się jako Janusz Skalski. Nic mi po tym nie było, że to że on jest kimś tam ważnym – na początku oczywiście - później ceniłam każde jego słowo. Byłam na tyle wściekła, że zarzucał mi że źle mówię o lekarzach – z resztą nic złego nie powiedziałam tylko jego pracownik – sekretarka. Wyjaśniał mi, że lekarze muszą wybierać spośród setki dzieci te które muszą szybko operować, że to niełatwa decyzja i co ja sobie w ogóle myślę... No to adrealina mi tak się podniosła, że poszłąm na całego, zaczęłam mówić swoje, „że jakim prawem może tak mówić matce, która słysząc taką informację, że dziecko chore które musi być operowane jak najszybciej i okazuje się że nie będzie miało operacji w tym roku, że w jaki sposób się do mnie odnosi... Co on oczekiwał od matki która szuka pomocy. Miał mi powiedzieć też czy robię źle że dzownie po całej Polsce i szukam pomocy i wiele wiele innych spraw – które spowodowały że dektor zszedł na ziemie i zaczął mnie przepraszać. Przepraszał i mówił, że mam prawo tak się zachowywać itd. Obiecał mi, że jak prześle dokumenty i stwierdzi, że faktycznie wymaga operacji to ją wykona jeszcze w tym roku nawet o 24:00. To były słowa, które do dziś słyszę w swoich uszach... . Nie czekałam długo i zdobyłam dokumenty, które szybko wysłałam. Nie uwierzycie – wczoraj zadzwonił. Kuzynka za 2 tygodnie jedzie do Krakowa z małą - będzie operowana w tym roku!!!

Miałam szczęście, że podłączył się do rozmowy kierownik kliniki, to był przypadek, bo ja dzwoniłam, aby zarejstrować dziecko aby się cokolwiek dowiedzieć, a tu taki przypadek – nie ukrywajmy że nieczęsty bo nigdy nie miałam okazji widzieć jakiegokolwiek dyrektora kliniki a co dopiero z nim rozmawiać.

Rozmowa z nim wiele mnie kosztowała, bo wyprowadził mnie z równowagi do takiego stopnia, że przez 3 godziny dochodziłam do siebie, ale było warto – dzięki tej rozmowie – takiemu szczęściu mała za 2 tyg. będzie miała operacje.


Ps. jednak trzeba wierzyć i przede wszystkim działać. Niemożliwe staje się możliwe.

Tagi: dziecko, szczęście, operacja

skomentuj (5)

...::: narzekania :::... 2011-11-17 18:40:42

Jakoś ostatnio nie idzie mi najlepiej czy to w pracy czy to w domu. Staram się wszystko rozdzielać, nie łączyć razem. Kiedy idzie mi źle w pracy, staram się nie przerzucać negatywnych emocji na dom – męża czy dziecko. Jednak potrzebuje pocieszenia, jakiegoś wsparcia od męża, który podobno powinien być przyjacielem. Właśnie tego ostatnio nie czuje. Wręcz przeciwnie, jestem krytykowana na każdym kroku, ostatnio naprawdę nam się nie układa. Jeszcze dziś taka sytuacja… Spóźniliśmy się do notariusza, ponieważ on za późno wstał z łóżka (o 9:00 kiedy u notariusza mieliśmy być przed 11) i szykował w biegu dziecko, kiedy ja wstałam o 4:00 żeby pędzić  do pracy. Zwolniłam się z pracy wcześniej aby zgrać się z mężem i pojechać razem do notariusza. Przez cały czas był złośliwy i drętwy, aż wyprowadził mnie z równowagi. Myślałam, że zwariuje, że „ubiorę się i wyjdę”. Niestety mam dziecko i na takie fochy nie mogę sobie pozwolić, tym bardziej że to nie rozwiąże sprawy. Mój mąż jest wiecznie niezadowolony, kiedy ja pędzę niczym parowóz, zapieprzam w pracy i w domu. Nie  mam czasu dla siebie, dla własnych pasji. A on potrafi powiedzieć że to co wszystko robie to robie z automatu, że nie umiem się egzystować tym co robię (nie jestem takim przesadnym filozofem jak on), bo nie mam nad czym się rozpieszczać. Mam zbyt dużo obowiązków, które można by było podzielić wobec nas, ale on… szkoda gadać. Wracając do tego co on mówił, fakt on się rozpieszcza nad tym co robi, efekt jest taki robi mało i to co robi to robi cholernie długo – czasem „kurwica” mnie bierze. Cóż takiego męża chciałam, - „widziały gały co brały”. Ech… szkoda gadać. Innym razem słyszałam, że nie mam pasji, że nie mam zainteresowań – że to dziwne. Zaskoczył mnie, czyżby mój mąż mnie nie zna?! Przeraziło mnie to dzisiaj… A książki Coelho, a to że interesuje się filmami, przyrodą, historią starożytną… Nie widzi tego co powinien – nie mam czasu – że jestem głupia że oddaje się pracy, domowi, jemu i dziecka a ja jestem na końcu listy, efektem jest to że moje pasje poszły na dalszy plan… .

Brak czasu, ciągłe zmęczenie wpływa źle na nasze pożycie małżeńskie i tu następuje apogeum narzekań, wytykania mi… Ech… czuje się zmieszana z błotem, czuje się jakbym gdzieś zatarła własną osobowość, że zgubiłam się po między wierszami moich myśli.

Jestem zrezygnowana, ale nie załamana. Wiem, że kiedyś będzie lepiej, kiedy tego nie wiem. Jestem zmęczona, nie mam ochoty się kłócić. Mówiłam, mężowi że jest niemiły dla mnie i tylko narzeka, nie widzi nic dobrego co robie – a on skwitował to „ że przesadzam”.

Jestem zmęczona, chce odpocząć uciec w jakiś świat. Chyba potrzebuje innego świata, świata takiego jaki przedstawia Coelho – jego twórczość mnie wypełnia dodaje sił – muszę znaleźć czas na książkę.

skomentuj (1)

...:::Ciężkie chwile:::... 2011-11-15 17:08:26

Ja czasem już nie wytrzymuje… Jak tu być optymistą , być pełnym energii i pogody ducha, kiedy ostatnio wszystko wali mi się na głowę czy to w pracy czy to w domu. Zaczynając od pracy – mam jej full, na tyle, że się nie wyrabiam a mój szef oczekuje ode mnie bym pozostawała po godzinach (gdzie i tak mi nie płacą normalne wynagrodzenia a co dopiero nadgodziny) a ja muszę pędzić do domu by je ogrzać piecem elektrycznym (bo nie mamy jeszcze podłączonego gazu :(), aby moje dziecko nie marzło – bo jak wracam z pracy jest zaledwie 17 stopni. Wytłumaczenie go nie obchodzi, bo on chce efekt, on nie ma czasu na rozpieszczanie. Hehehe… przynajmniej nie dla wszystkich pracowników jest wyrozumiały. Wiadomo sprawiedliwości nie ma – niestety jedni mają lepiej drudzy zaś gorzej. W moim przypadku nie mam szczęścia do szczególnego traktowania ;p.  Wiem, że kiedyś musi się to unormować, ale charakter pracy mnie obecnie irytuje. Z resztą wiele tu by opowiadać, a naprawdę nie warto bym znowu się wkurzała.

A w domu jest trochę ciężko. Nie mam gazu, nie mam ciepłej wody – dajemy radę.  Mam nadzieję, że podłączą w ciągu tygodnia – jakoś w to wątpię :(. Brak pieniędzy, tak mi doskwiera, że widzę, że relacje z mężem się psują, bo oboje żyjemy w napięciu. Czasem rozładowujemy swoje spięcia, ale to i tak jest męczące. Gdyby firma mi płaciła w terminie to by było pięknie, a teraz winna mi jest 3 wypłaty :(. Z robotą ciężko by znaleźć jakąś nową. Tu jakoś moje wynagrodzenie nie jest najgorsze, ale szkoda że nieterminowo wpływa i na konto. Teraz muszę w tym tygodniu akt notarialny podpisać, liczę, że niebawem wypłata będzie.

Dziecko moje jest wciąż przeziębione i marudne. Budzi się kilka razy w nocy. Jeśli śpię 5 godzin dziennie to dobrze, wczoraj spałam zaledwie 3. Jestem zmęczona, ale jeszcze nie na tyle by się załamać czy poddać. Z resztą nie mogę się załamać, mam dziecko które dodaje mi sił.

skomentuj (0)

...::: W ten weekend :::... 2011-10-05 19:59:05

Dawno nie byłam tu taj. Powiem szczerze, że naprawdę nie miałam czasu albo sił. Moje ostatnie pół  roku, no może dobre 4 miesiące to jeden napięty terminarz. Nie miałam czasu dla siebie tylko dla załatwiania wielu spraw. Nie zdawałam sobie sprawy, że kupno a szczególnie wykończenie mieszkania to ciężka sprawa, zwłaszcza kiedy budżet jest mocno ograniczony. Korzystaliśmy z pomocy mojego taty, który mógł jedynie w weekendy działać w naszym mieszkaniu. To oczywiście spowodowało, że wykończenie mieszkania trwało od lipca po dzień dzisiejszy. Całe szczęście to już prawie koniec. W ten weekend będziemy się wreszcie wprowadzać. Niestety nie jest tak jak sobie to wymarzyłam. Mój zakład pracy, który nie wypłaca mi zbytnio moich wypłat, zniszczył moje plany. Zakupiliśmy kuchnie w Ikei, niestety nie całą, w łazience brakuje nam panel prysznicowy, a w sypialni oraz w salonie nie mamy mebli. Wiem, że nie od razu Rzym zbudowano. Otóż ja miałam wszystko wyliczone i wypracowane, gdyby moje wypłaty by wpłynęły na konto zrealizowałabym swój plan w 90%, a nie w 65%.

 

Już w przyszłym tygodniu mój mały brzdąc kończy roczek. Imprezę robimy na nowym mieszkaniu. Jakoś to będzie. Ja jestem szczęśliwa i szczerze zbytnio mnie to nie rusza, że nie mam na dzień dzisiejszy drzwi do ubikacji ;p, albo ciepłej wody bo jeszcze miesiąc musimy czekać za centralnym hehehe… .

 

W pracy jak w pracy. Ech… jakoś nie umiem się przestawić na nowego kierownika i na jego styl zarządzania, gdyż on jest dla załogi tylko dla „wyższych szczebli i celów”. Szykują się nowe kontrakty, więc praca jest, szkoda że w takich warunkach płacowych.

skomentuj (2)

...::: Lepsze chwile :::.... 2011-08-09 22:09:52

Wszystko sobie wyjaśniłam z mężem. Oczywiście jest nam obojgu lepiej i jesteśmy szczęśliwi. Zmęczenie jest, nic się pod tym względem nie zmieniło, wstajemy po kilka kroć w nocy. Kocham synka, nawet kosztem nieprzespanych nocy i nieporozumień wobec męża. Jest dobrze między nami, najlepszym rozwiązaniem problemów jest szczera rozmowa.

Brniemy w realizacji wykończenia mieszkania. Gdyby moja firma płaciłaby mi regularnie pensje, pewnie pod koniec sierpnia byśmy się wprowadzali. Niestety jest inaczej, brak 3 pensji odsuwa termin wyprowadzki. Cóż pogodziliśmy się z tym, że będzie to pewnie w październiku.

Męczy mnie praca, właściwie brak rozwoju. Nie ma motywacji, nie ma wypłat, wciąż durne rozwiązania zarządu. Frustruje mnie wiele: decyzje, nowy kierownik, a zwłaszcza jego „sprawiedliwie” podejście do swoich pracowników. Nie traktuje mnie najgorzej, ale nie jest sprawiedliwy, zarozumiały i lekcewążacy.

Jestem na imporcie, a mój angielski jest na takim poziomie, że szkoda gadać. Dogaduje się, koresponduje, ale to mało. Co za sztuka jest teraz pisać po angielsku skoro jest tyle słowników, translatorów. Denerwuje mnie, że nie umiem na tyle tego języka by nim swobodnie władać zwłaszcza w sferze biznesu. Chciałabym spełnić swoją ambicję - nauczyć się angielskiego, ale niestety mało czasu wolnego i brak sił mnie ogranicza. Nie chce się tłumaczyć, że brak czasu spowodowany jest wychowaniem kilku miesięcznego szkraba. Po części to prawda, ale widocznie jestem słabo zorganizowana, niestety na razie nie umiem wpłynąć na lepszą organizację.

Chciałabym zmienić pracę, gdzie mnie docenią, gdzie zapewnią mi rozwój… nie lubię stać w miejscu, mogłabym być wiecznie studentem, nie boje się wyzwań, nie boję się zadań, które mogą mnie przerastać. Zakładam, że w życiu trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę, bo w życie nie miałoby wtedy sensu.

skomentuj (2)

...::: SMuTEK:::... 2011-07-31 12:53:28

Dawno mnie tu nie było, choć wielokrotnie czułam chęć pozostawić ślad swoich myśli i uczuć. Brak czasu uniemożliwił mi napisania kolejnej notki. Praca, dom, dziecko, mąż to są naprawdę sprawy które pochłaniają każdą sekundę moje życia w perspektywie czasu i sił a czasem nawet chęci do działania. Teraz w moim życiu zaszył się pesymizm, smutek, żal a nawet rozgoryczenie. Sama tak naprawdę nie mogę znaleźć przyczyny, czy to może na ten problem składa się wiele czynników?! Brak snu ostatnio mi doskwiera, pobudki w nocy po kilka kroć odbierają mi sił do właściwie czegokolwiek. Niespełnianie zachcianek męża równie odbija mi się po uszy, widocznie nie jestem zbyt dobrą żoną, która nie jest wstanie się poświęcić dla wszystkich. Być może mój charakter, który nie pozwala mi się cieszyć wszystkim póki nie ma we mnie harmonii duchowej, przez to nie umiem się oddać w sferze seksualnej, przeszkadza to bardzo mężowi. Często słyszę na swój temat niepocieszające słowa, narzekania, głupie uwagi itp. Ile tak naprawdę mogę znieść? Ile jeszcze muszę dźwignąć by uderzyć głową o mur aby wszystkie złe myśli, przeżycia ze mnie zniknęły, bym mogła brnąć dalej i się nie poddawać. Mam na wychowanie dziecko, które kocham, które jest na tyle absorbujące, że wysysa ze mnie tyle sił, że nie jestem wstanie spełnić wymagania mojego męża.

Czuję jak to wszystko nas oddaliło. Wstawanie w nocy nie tylko mnie dotyczy, ale i też jego. Codzienne negocjacje, „a przecież ja usypiałem dziecko, a przecież ja w nocy wstawałem…, a przecież mam do zrobienia tamto…”. Już uszy mnie bolą, już usta mnie bolą gdy mówię mu, że czas spędzony z rodzicami dzieli się na 75 % z mamą i 25% z tatą. Na mnie wszystko spadło; pilnować, aby mały miał co jeść, miał czyste ubrania, by do teściowej nie zapomnieć zabrać wszystkich rzeczy. Wciąż muszę myśleć, sprawdzać, pilotować i słuchać, że tego zapomniałam, że tego i srego. Mam dość, mam już wielu rzeczy dość.

Czuję niepokój, czuję się naprawdę źle. Nawet ostatnio przyszła mi głupia myśl, czy mój mąż nie znalazł sobie pociechę gdzieindziej. Nie czuje on potrzeby ze mną rozmawiać, tak jakby wszystko było ok., ale nie  jest. Być może ja się we wszystkim pogubiłam, być może tylko mnie się chce płakać i to ja nie umiem się z tym wszystkim pogodzić.

skomentuj (4)

...::: Firma :::... 2011-02-12 23:44:59

Razem z mężem robimy krok ku spełnieniu kolejnego marzenia, a mianowicie od marca zaczynamy swoją działalność. Zaczynamy od drobnego handlu jak sprzętem wędkarskim. Myślimy potem o branży IT,  ta dziedzina to wielka pasja mojego męża. Jak skończy studia informatyczne, to będzie mógł się poświęcić się temu bardziej. Nie liczymy na kokosy, na jakieś wielkie buummm kasy. Chciałabym się jedynie nie martwić, że nie będę miała z czego zapłacić za ratę za mieszkanie. Wiadomo w mojej firmie (gdzie obecnie jestem zatrudniona) się źle dzieje, już na samą myśl o powrocie za 2 miesiące robi mi się niedobrze. Chciałabym być ze synkiem, patrzeć jak rośnie aniżeli siedzieć w robocie gdzie nie ma przyszłości i jest straszna atmosfera. Musiałabym się rozejrzeć za pracą, cóż mój angielski nie jest na najlepszym poziomie :( i tu mój wielki błąd – za mało się uczyłam - i z wyższym wykształceniem mgr, doświadczeniem, pełnym zaangażowaniem, chyba to za mało na porządną posadę.

Wracając do tematu firmy, ostatnio kolega mojego męża zaczął importować drobne rzeczy z Chin, całkiem interes jak na razie mu idzie. Chcieliśmy też coś spróbować, ale to wielkie ryzyko, ponieważ „super” producent okazuje się wielkim oszustem. Szukam na forach, czytam zagraniczne strony, wszelkie informacje, porady itp., mimo to jest wielkie ryzyko i łatwy sposób by nadziać się na oszusta. Nie ukrywajmy, że aby rozkręcić interes trzeba mieć dużo siana, a my jesteśmy ludźmi z „klasy niższej”. W końcu mamy zadłużenie na 30 lat – zakup mieszkania.

Marzy mi się być niezależną osobą, gdzie będę pracować na własny rachunek i nie martwić się tym, że mogą mnie zwolnić albo nie płacić przez 3 miesiące. Niestety takie są realia w dzisiejszych czasach, że o co sam nie zadbasz nie będziesz miał tego czego pragniesz.

skomentuj (10)

...::: Po chrzcinach :::... 2011-01-31 11:57:11

Już po chrzcinach. Szybko minęła impreza, zbyt szybko bo wiele w niej nie uczestniczyłam ;(. Malutki był bardzo marudny i wciąż się nim zajmowałam. Ogólnie impreza wyszła dobrze, jedynie co czuje nie dosyt to w sprawie zdjęć. Mój szwagier robił fatalne zdjęcia i niestety tylko swojej rodzinie, więc jestem trochę zła, ale teraz już mi przechodzi, bo moja kuzynka całe szczęście porobiła dobre zdjęcia.

Nie mogę uwierzyć w to, że ten czas tak szybko leci. Już niedługo wracam do pracy, kurcze nie chce wracać, chce być z małym. Szkoda, że macierzyński tak krótko trwa. Naszym Szkrabem będzie zajmować się teściowa. Trochę się obawiam, że nauczy go złych nawyków, że dostanie tego co chce i rozpieści go za bardzo. Nie wiem czy będzie konsekwentna w pewnych sprawach i  nauczy go, że za niego wszystko zrobi babcia. Wiem rodzice są od wychowania a dziadkowie od rozpieszczania. Może faktycznie tak powinno być zawsze. Cieszę się z jednej strony, że będzie się opiekować moim skarbem teściowa a nie obca baba.

Ja jako młoda matka jestem skłonna do wielu poświeceń na rzecz własnego dziecka, ale nie zapominam o swoich potrzebach. Ostatnio mąż zabrał mnie na kolację do pizzy hut – normalnie się z tego śmieje, bo chyba bardziej one tego potrzebował niż ja. Nasz synek w dzień potrzebuje tyle opieki, że nie zawsze robie obiad. Chyba nie jestem dobrze zorganizowana.

Postanowiliśmy wykorzystać teściową, w celach przygotowania ją do opieki nad naszym synem, korzystając z wolnej chwili chcemy raz w tygodniu gdzieś wyjść. Mam nadzieję, ze teraz pójdziemy do kina.

skomentuj (4)

...::: Czas szybko biegnie :::.... 2011-01-22 10:25:14

Jak ten czas szybko leci. Ponad 3 miesiące temu rodziłam, a już jutro chrzczę własne dziecko. Na jutrzejszej uroczystości pełnie dwie role jako matka własnego dziecka i matka chrzestna córeczki mojej kuzynki ( miała być siostra kuzynki, ale ona oczywiście musiała nawalić). Już nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia, jak dwa aniołki będę w centrum uwagi wszystkich gości.

Jestem ciekawa jak wszystko się uda. A co ma się nie udać, jestem dobrej myśli  ;). Już za niecałe 9 miesięcy mój brzdąc będzie miał roczek, wtedy chciałabym zorganizować uroczystość w nowym mieszkaniu, ale to się jeszcze zobaczy jak pójdzie z wykończeniem mieszkania.

Niebawem, przełom lutego lub początek marca chcemy z mężem założyć firmę. Zacząć najpierw od sprzedaży internetowej akcesoriów wędkarskich, zaś później rozwinąć nie co inną gałąź, a mianowicie IT, w końcu mój mąż się szkoli w tym fachu. Zawsze marzyłam mieć własną firmę i być niezależnym od pracodawcy.  Na rynku jest duża walka o klientów, ale liczę, że nam się uda. Oczywiście wiem, że tempo rozwijania się naszej firmy będzie trwało po woli, ale mi to nie przeszkadza, jestem przygotowana na ciężką pracę.

skomentuj (1)

...::: Dziecko :::.... 2011-01-14 11:40:32

Małe rączki potrafią
ulepić kwiatek z plasteliny
Narysują słońce roześmiane
Zbudują domek z klocków
Małe rączki potrafią napisać mama,
i przynoszą mi jabłko czerwone
ocierają łzy i splatają się tuż nad szyją.
W małych rączkach mieści się cała miłość

skomentuj (3)




Księga Gości

dodaj zobacz

Archiwum

2011
listopad
październik
sierpień
lipiec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień


Linki

Kruszynka
Natalia
Idealna-kochanka
D.
Kreska
NieMniejJednak :)
Nieufny
Z nadzieją w tle
wiara-nadzieja

Wykonanie
Powered by blog.pl
Layout by niedziela
Photo by da